Sobowtór w poezji #2 – Alfred de Musset „Noc grudniowa”

Noc grudniowa to jeden z czterech poematów z cyklu Noce Alfreda de Musseta. Wersy francuskiego poety zainspirowały wielu późniejszych twórców. Ich echo znajdziemy w literaturze i kinie. Chociażby w filmie Student z Pragi (1913), opowieści o młodym mężczyźnie, który sprzedał swoje lustrzane odbicie…

Kadr z filmu „Student z Pragi” w reżyserii Paula Wegenera i Stellana Rye

Istnieje cała siatka powiązań między ekspresjonistycznym filmem Paula Wegenera i Stellana Rye, a literaturą sobowtórową epoki romantyzmu. Przygoda w noc sylwestrową E.T.A. HoffmannaWilliam Wilson E.A. Poego, poemat Musseta – wszystkie te dzieła złożyły się na na filmową opowieść, którą otwiera cytat z Nocy grudniowej właśnie.

Dzieło Musseta to z jednej strony typowe, z drugiej inne i wyjątkowe ujęcie motywu sobowtóra. Finał utworu przynosi bowiem dość nieoczekiwaną refleksję. Tylko częściowo jest to liryczna opowieść o konfrontowaniu się z własnym cieniem, mroczną połową pod postacią złego sobowtóra. Noc grudniowa jest wyznaniem a zarazem dialogiem. Przypowieścią o zagubieniu, samotności i niepełności.

Tym co jako pierwsze rzuca się w oczy, jest bardzo wyraźne podobieństwo między utworem Musseta, a opowiadaniem William Wilson Edgara Allana Poego. Analogiczna fabuła oraz atmosfera niesamowitości, niepokoju i grozy. Noc grudniowa powstała między 1835 a 1837 rokiem, utwór Poego w roku 1839. Czy Poe czytał Musseta? Czy to możliwe, że w wyobraźniach obu pisarzy zrodziła się tak podobna wizja…?

Poniżej całość poematu w przekładzie Bolesława Londyńskiego.

POETA
Kiedy jeszcze byłem w szkole, 
Raz, o zmroku, przy mym stole
Jakiś chłopczyk siadł, 
Cały w czerni, usiadł skromnie,
A był tak podobny do mnie
Jak rodzony brat.
Miał twarz ładną, nieswywolną
I nad książką moją szkolną
Zwiesił czoło swe,
I tak czytał aż do rana,
A twarzyczka zadumana
Słodko śmiała się.
Przez las idąc wolną chwilką,
A pamiętam, wtedym tylko
Miał piętnaście lat,
Widzę, siadł pod drzewem sobie
Młodzian, do mnie w swej żałobie
Podobny jak brat.
„Kędy droga?” – pytam smutnie.
W jednej ręce trzymał lutnię,
W drugiej róża lśni;
Wnet się zwrócił do połowy
I życzliwym ruchem głowy
Wzgórze wskazał mi.
W wieku wiary dla miłości
Łzę tłumiłem w samotności,
Pierwszy serca jad;
Nagle wchodzi do pokoju
Obcy, do mnie w czarnym stroju
Podobny jak brat.
Miecz mu błyszczał w jednej dłoni,
Drugą wzniósł ku niebios toni
Smętny człowiek ten;
Płacz go mój widocznie gnębi,
Lecz raz tylko westchnął głębiej
I znikł niby sen!
W wieku, gdy się człek hultai,
Wśród wesołej chciałem zgrai
Toast spełnić rad;
Wtem gość siada; strój ma czarny,
Do mnie na tej uczcie gwarnej
Podobny jak brat.
Zwiędły mirt miał koło głowy
I strzęp szmaty purpurowej
Pod swym płaszczem miął.
Pękła szklanka ma na dwoje,
Gdy wyciągnął ramię swoje
I pić do mnie jął.
A w rok potem, pewnej nocy,
Gdy mi ojca wśród niemocy
Zabrał śmierci kat;
Jak sierota nieprzytomnie
Siadł przy łożu ktoś tak do mnie
Podobny jak brat.
Niby żalu aniołowie
Wieniec z cierni miał na głowie,
Lutnię rzucił precz,
Łzami cała twarz zroszona
I purpura w krew zmieniona,
A w piersiach tkwił miecz.
Wtedym wnet przypomniał sobie,
Że mnie w każdej życia dobie
Gonił w noc i dzień;
I czy anioł to, czy szatan,
Lecz był ze mną zawsze zbratan
Jak przyjazny cień.
A gdy później, syt cierpienia,
Chciałem z Francji przesiedlenia,
By na nowo żyć,
Gdy mi świata było mało,
Gdy mi jechać się zachciało
Po nadziei nić;
Czy to Piza, Apeniny,
Czy nicejskie to doliny,
Bolonia czy Ren,
Czy florenckich dworców czary,
Czy w Brigancji szałas stary,
Czy Alp smutny sen;
Czy cytryny genueńskie,
Czy jabłonie to weweńskie,
Hawr, Atlantyk to;
Czy w Wenecji straszne Lido,
Gdzie od morza fale idą
I na grobach mrą:
Wszędzie, gdziem swą ranę krwawił,
Nawet tam, gdziem pozostawił
Wzrok i serce swe;
Wszędzie, gdziem oglądał cuda,
Gdzie w zmęczeniu szpetna nuda
Pod klucz brała mnie;
Wszędzie, gdzie pragnieniem gnany
Chciałem ujrzeć świat nieznany,
Goniąc cień mych snów;
Wszędzie, gdzie nie żyjąc wcale,
Poznawałem doskonale
Fałsz i podłość znów;
Wszędzie, wszędzie, w każdej stronie,
Gdziem swe czoło kryjąc w dłonie,
Jak kobieta łkał,
Gdzie jak baran, gdy na krzaku
Wełny swej dopatrzy braku,
Jam o życie drżał;
Nawet tam, gdzie snu szukałem,
I tam, kędy umrzeć chciałem,
Wszędzie, jak znam świat,
Kroczył za mną nieszczęśliwy,
Mój w żałobie portret żywy,
Podobny jak brat.
Kimże więc jesteś ty, który w mym życiu
Stajesz mi zawsze w poprzek każdej drogi?
Nie mogę sądząc po twoim współczuciu
Wierzyć, żeś jest mym Przeznaczeniem wrogim.
Bo skąd w uśmiechu tyle melancholii
Masz? I skąd tyle litości w twych Izach?
Widząc cię gotów jestem Bożej woli
Poddać się. Ból twój bratem mej niedoli,
Przyjaźnią nawet się zda.
Dziś wieczór jeszcze twą postać widziałem.
A smutna była to noc i samotna.
Na brzegu łóżka schylony siedziałem;
Skrzydłami wicher łopotał w me okna.
W ślad na poduszkach wciąż się wpatrywałem
Od pocałunków ciepły jeszcze żaru.
Jak zapomina kobieta, dumałem
I czułem życia mojego szmat cały,
Jak się odrywał pomału.
Zebrałem pasma włosów, wszystkie listy,
Wszystkie wczorajszej miłości okruchy.
I cała przeszłość przysięgą wieczystą,
Co dnia nie trwała, w mym krzyczała uchu.
Z czcią spoglądałem na te szczątki święte,
Które dotknięciem dłoń w drżenie wprawiają,
Owe łzy serca przez serce połknięte,
A których oczy (na płacz niepamiętne)
Jutro już nie rozpoznają.
Wszystko, co mi z dni szczęścia pozostało,
Zgrzebnej tkaniny owinąłem płatem
I rzekłem sobie, że to, co przetrwało,
To tylko pasmo włosów. Nic poza tem.
Jak nurek w głębi morza pogrążony
Tak zatraciłem się w zapamiętaniu.
Sondę we wszystkie zapuszczałem strony
I sam, od oczu świata oddalony,
Płakałem przy mym kochaniu.
Już położyłem czarną z wosku pieczęć
Na skarbie takim kruchym a tak miłym.
Że mam go oddać, nie wierzyłem przecie
I płacząc po nim jeszcze w to wątpiłem.
Słaba kobieto, pycha twoje znamię!
Wbrew sobie będziesz wszystko pamiętała.
Po co, na Boga, myślom swoim kłamiesz?
Skąd łkanie? Czemu w gardle głos się łamie?
Ty płaczesz, choć nie kochałaś?
Tak, bo ty tęsknisz i cierpisz, i płaczesz,
Lecz twa chimera jest wciąż między nami.
Żegnaj więc! Wnet godziny liczyć zaczniesz,
Co ci beze mnie zdadzą się wiekami,
Odejdź już, odejdź! A w sercu okrutnem
Zabierz swą pychę, którą hodowałaś.
Czuję, że moje młode i żywotne
Pomieści w sobie cierpienia stokrotnie
Większe niż te, co zadałaś.
Odejdź już, odejdź! Szczodrobliwa ręka
Natury wszystkim nie chciała cię darzyć.
Ach, biedne dziecię! Ty, co chcesz być piękna,
A nic i nigdy nie umiesz przebaczyć.
Idź, idź za swego przeznaczenia siłą.
Kto ciebie traci, nie stracił wszystkiego.
Rzuć na wiatr naszą niepotrzebną miłość.
O Boże!… Ty, dla której serce biło,
Kochasz… Odchodzisz… Dlaczego?
Lecz nagle w nocy ciemnościach ujrzałem
Kształt, co przede mną bezszelestnie ożył:
Cień na zasłonie, jak przemknął, widziałem,
I oto siedział już na moim łożu.
Kimże więc jesteś, znękane, pobladłe
Oblicze? W czerni portrecie posępny?
Odbiciem, które postrzegam w zwierciadle,
Przelotną marą czy sennym widziadłem?
Czego chcesz, ptaku mój smętny?
Kimże więc jesteś, młodości upiorze?
Pielgrzymie, który niczym się nie nuży?
Powiedz, dlaczego o każdej cię porze
Spotykam w cieniu mych szlaków podróżnych.
Kimże więc jesteś, gościu mój, tułaczu?
Cóżeś uczynił, że kroczysz mym śladem?
Kimże więc jesteś, kimże jesteś, bracie,
Co ukazujesz mi się, kiedy płaczę,
Moich cierpień stały świadek?

WIZJA
Nasz ojciec jest twoim, druhu.
Lecz ani pomocnym duchem,
Ani jest ludziom złą dolą.
Los przeze mnie ukochanych
Tak długo jest mi nie znany,
Jak błądzę po tym padole.
Nie jestem czartem ni bóstwem
I trafiłem z imion mnóstwa,
Gdy nazwałeś mnie swym bratem.
Wszędzie znajdziesz mnie przy sobie,
Usiądę na twoim grobie,
Gdy rozstaniesz się ze światem.
Niebo dało mi twe serce,
A kiedy będziesz w rozterce,
Przyjdź do mnie z całą ufnością.
Pójdę zawsze w twoją drogę,
Lecz twej dłoni tknąć nie mogę.
Druhu, jam jest samotnością.

 

– Alfred de Musset, Noc grudniowa

Reklamy

7 thoughts on “Sobowtór w poezji #2 – Alfred de Musset „Noc grudniowa”

    1. Tak się składa, że u Hoffmanna nie tylko w „Diablich eliksirach” jest motyw sobowtóra, lustrzanego odbicia, cienia, itp., ale właśnie „Diable eliksiry” są w tym artykule podlinkowane pod niebieskim nazwiskiem Hoffmanna 😉

      Widziałaś/łeś „Studenta z Pragi”? Bo w tym konkretnie filmie jest identyczny motyw jak w „Przygodzie w noc sylwestrową” Hoffmanna, dlatego ten tytuł wymieniam. Nawiasem mówiąc, nawet Hoffmann – choć jako jeden z pierwszych pisał o sobowtórach – nie jest ojcem literackiego doppelgangera, jest nim Jean Paul. Niełatwo dociec kto kim się inspirował, można tylko mnożyć hipotezy…

      Lubię to

  1. A nie kliknąłem. Widziałem ,, Studenta…”, ale potwornie dawno. Hoffman być może bardziej inspirował się osobistym lękiem i obsesją posiadania sobowtóra/doppelgaengera , niż dziełami kolegów po fachu.
    Ja to poluję na ,, Wampira” Ewersa , z wątkiem przemiany gł. bohatera trylogii . Czas przyjąć optykę samego doppelgaengera.

    Lubię to

    1. To prawda. Hoffmann zdecydowanie był podwojony. Może niezupełnie miał alter ego, ale żyły w nim dwie osobowości, jedna pragmatyczna druga artystyczna… Podobno miał obsesję na punkcie utraty cienia i bał się, że nawiedzi go materialny doppelganger. To wszystko znalazło odbicie w jego opowiadaniach i powieściach.

      Ewersa czytałam tylko „Pająka”. A „Wampir” to opowiadanie czy powieść? Został wydany po polsku? Ja z kolei poluję na bardziej współczesną lekturę, choć nawiązującą do dawnych epok, „Drooda” Simmonsa. Opasła powieść, też podobno jest tam motyw rozdwojenia pisarza, a fabularnie połączenie biografii Dickensa z szaloną fikcją 😉 Znasz?

      Lubię to

  2. Nie znam, nawet oryginału Dickensa nie czytałem ( został wydany po polsku parę lat temu, pewnie wiesz ).
    ,, Wampir : powieść zdziczenia z strzępów i barw” to jw. powieść , jedyne polskie wydanie w 1922. Ostatnia część trylogii z ,, Uczniem Czarnoksiężnika” i ,, Alraune” . Ta ostatnia uchodzi za najlepszą ze wszystkich trzech, wydawnictwo Agharta wznowiło ją w 2014 ( z przedwojennym tłumaczeniem Jadwigi Przybyszewskiej ) . Hitler z Goebbelsem strasznie się tą książką jarali, podobnie jak całym Ewersem.

    Lubię to

    1. Właśnie na to polskie wydanie „Drooda” poluję 😉 A Ewers to niezły fenomen musiał być, skoro takich miał „fanów”. O czym są te powieści? Okultyzm, spirytyzm….? „Pająk” to bardzo dobre opowiadanie, ale bez tego typu wątków. Paranoiczny klimat, szaleństwo i niesamowitość. Typowa fantastyka grozy.

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s