Cytat #18 – Doppelganger Wilkiego Collinsa (Dan Simmons „Drood”)

Pewnej nocy pracowałem w gabinecie – pisząc powieść „Siła przeznaczenia” – kiedy zdałem sobie sprawę, że kilka cali na lewo ode mnie na krześle siedzi mężczyzna. Także pisał. Był moim sobowtórem. A raczej był mną – nosił te same ubrania, trzymał to samo pióro, odwrócił się do mnie z tym samym otępiałym, ale zszokowanym wyrazem twarzy, który ja musiałem mu zaprezentować. Sięgnął po moją pustą kartkę. Nie mogłem dopuścić do tego, żeby pisał  m o j ą  książkę. Nie mogłem pozwolić, żeby ta stronica,  m o ja  strona, stała się  j e g o  stroną.

Zaczęliśmy się przepychać. Krzesła się poprzewracały. Lampa się roztrzaskała. W ciemności odepchnąłem go, wypadłem chwiejnym krokiem na korytarz i czmychnąłem do swojej sypialni. Rankiem wróciłem do gabinetu i zobaczyłem, że ściana, fragmenty okna i parapetu, jeden narożnik drogiego perskiego dywanu, krzesło, poduszka na nim i dwie półki książek są pokryte cętkami rozchlapanego atramentu. Sześć kolejnych stron mojej książki napisano charakterem pisma które było niemal – ale nie do końca – moim własnym. Spaliłem je w kominku (…)

Drugi Wilkie nigdy się nie odzywał; po prostu patrzył i czekał. Niezależnie od tego jak byłem ubrany, kiedy go spotykałem, on zawsze miał kołnierzyk i kamizelkę, bez marynarki, za to z fularem. Wiedziałem, że gdybym nagle zgolił gęstą brodę (która stanowiła teraz w takim stopniu część mnie, że przestałem zauważać ją w lustrze – z wyjątkiem tych chwil, kiedy ją przycinałem), Drugi Wilkie zachowałby swoją. Gdybym zdjął okulary, on nadal nosiłby swoje. Nigdy nie zapuszczał się poza mój gabinet i zjawiał się tam tylko nocą, ale w te noce, kiedy go tam spotykałem, jego obecność stawała się coraz bardziej irytująca.

Wyczuwając czyjąś obecność w pokoju, podnosiłem wzrok i dostrzegałem go w odległym kącie, gdzie siedział w milczeniu na obitym na żółto krześle z oparciem z wzorem pajęczyny. Czasem krzesło stało odwrócone (jego robota, byłem przekonany) i wtedy siadał okrakiem, z rękami na oparciu, głową spuszczoną, i przypatrywał mi się uważnie, a światło lampy odbijało się w jego maleńkich okularach. Wracałem do pracy, ale kiedy znowu  podnosiłem wzrok, Drugiemu Wilkiemu udawało się jakimś cudem podejść bezgłośnie tak blisko, że w końcu siadał na drewnianym krześle o zakrzywionym oparciu, które trzymałem koło biurka dla gości. Jego małe oczka wpatrywały się bacznie – łapczywie, jak mi się wydawało – w rękopis, nad którym pracowałem, ale ani razu nie mrugnęły. 

W końcu gwałtownie podnosiłem wzrok i widziałem albo czułem, że Drugi Wilkie stoi lub siedzi tak blisko mnie, że nasze ręce niemal się stykają. Te chwile czystego przerażenia i grozy stawały się jeszcze gorsze, kiedy Drugi Wilkie rzucał się po moje pióro. Chciał sam kontynuować i skończyć moją pracę, nie miałem co do tego najmniejszych wątpliwości; wspomniałem Ci już, Drogi Czytelniku, jak gwałtowne i zbryzgane atramentem stały się walki o pióro, kałamarz i rękopis, zanim w końcu zarzuciłem nocne wizyty w gabinecie i zacząłem pracować tylko w ciągu dnia, w porach, kiedy Drugi Wilkie nie mógł się pojawić. 

Jednakże jesienią 1866 roku słyszałem jego oddech i czasem szuranie jego stóp za zamkniętymi drzwiami gabinetu (…) Wiedziałem, że to tylko kwestia czasu, nim Drugi Wilkie zacznie pojawiać się w gabinecie nawet za dnia . I dlatego zacząłem nosić notatki i materiały do książki do Klubu Atheneum, gdzie znajdowałem sobie wygodny skórzany fotel i stół w pobliżu wysokiego okna i pracowałem w spokoju. Kłopot w tym, że nie bardzo miałem nad czym pracować (…)

Drugi Wilkie siedział bokiem przy biurku i mimo prawie zupełnie ciemności czytał książkę. Podniósł na mnie wzrok i poprawił okulary, które odbiły płomień mojej świecy i przesłoniły jego oczy pionowymi, migotliwymi słupami żółtego ognia. Zauważyłem, że brodę ma nieco krótszą i odrobinę mniej siwą ode mnie.

Potrzebujesz mojej pomocy – powiedział.

Nigdy, ani razu przez te wszystkie lata, jakie upłynęły od chwili, gdy w dzieciństwie mgliście uświadomiłem sobie istnienie swojego drugiego ja, drugi Wilkie się do mnie nie odezwał. Ba, nigdy nie wydał żadnego dźwięku. Zaskoczyła mnie lekko kobieca barwa jego głosu (…) Siedział na małym, twardym krzesełku u stóp mojego łóżka. Był ubrany w czarny niby-surdut, który wyrzuciłem kilka lat wcześniej. Na kolanach miał podkładkę do pisania z przypiętym czystym arkuszem papieru. W lewej ręce trzymał ołówek; paznokcie tej dłoni miał ogryzione krócej, niż ja je zwykle obgryzam (…) Przytknął ołówek do papieru. Zauważyłem, że pisze lewą ręką. Ja byłem praworęczny  (…)

Niech go wszyscy diabli! Drugi Wilkie pisał „Kamień Księżycowy”, a ja nie mogłem nic na to poradzić. W dodatku był lepszym pisarzem ode mnie (…)

Przeszło mi przez myśl, że po mojej śmierci zamierza zająć moje miejsce (…)

***

Obecność Drugiego Wilkiego w taki czy inny sposób prześladowała mnie (najpierw wyczuwalnie, a potem widocznie), odkąd byłem małym chłopcem (…) Przez całe życie prześladowało mnie moje drugie ja. Jako bardzo małe dziecko byłem pewien, że mam bliźniaka jako towarzysza zabaw i często wspominałem o nim matce. Jako chłopiec słyszałem, jak ojciec mówił o dawaniu lekcji rysunku „Wilkiemu”, a wiedziałem, że nie było mnie wtedy w domu. To mój sobowtór korzystał z tych lekcji. Jako bardzo młody człowiek w wieku lat piętnastu, przeżywszy pierwsze doświadczenie cielesnej miłości ze starszą kobietą, nie byłem zaskoczony, kiedy spojrzałem w ciemny kąt i ujrzałem Drugiego Wilkiego – tak młodego, jasnookiego  i gładkolicego jak ja sam wtedy – przyglądającego mi się z wielkim zaciekawieniem. We wczesnej dorosłości to drugie ja jakby się wycofało w szarą dziedzinę, z której się wywodziło. Przez kilka lat byłem pewien, że zostawiłem Drugiego Wilkiego za sobą (…)

Moją obsesją, zarówno w literaturze, jak i w prawdziwym życiu, była podwójna tożsamość, sobowtór krążący tuż poza mglistymi granicami codziennej rzeczywistości (…)

wilkie
Wilkie Collins (1824-1889)

*

Drood to stylizowana na wspomnienia powieść, która jest połączeniem elementów biografii znanych angielskich dziewiętnastowiecznych pisarzy, Charlesa Dickensa i Wilkiego Collinsa, z fikcją literacką. W tej alternatywnej historii wielkich literatów niebagatelną rolę odgrywa zagadnienie tożsamości, podwojeń i lustrzanych odbić…

Przytoczony fragment bardzo przypomina doświadczenia innego pisarza tamtej epoki, Francuza Guya de Maupassanta, które były inspiracją utworu Horla.

Dan Simmons, Drood, przeł. M. Strzelec, W. Szypuła, Wydawnictwo Mag, Warszawa 2012, s. 216-217; 324-325; 406; 427-428; 522; 529-530; 533; 535.

 

Reklamy

One thought on “Cytat #18 – Doppelganger Wilkiego Collinsa (Dan Simmons „Drood”)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s