Prawie jak bliźnięta… Lustrzane odbicia i doppelgangery u Paula Austera („Szklane miasto”, „Duchy”, „Zamknięty pokój” z tomu opowiadań „Trylogia nowojorska”)

Po przeczytaniu czterech utworów Paula Austera – obszernej powieści i trzech opowiadań – stwierdzam z pełnym przekonaniem, amerykański pisarz uwielbia sobowtóry. Ich symbolikę, wieloznaczność, niesamowitość i tajemniczość. Przytaczam tu tylko kilka fragmentów prozy Austera z sobowtórami w tle (na tych dwustu siedemdziesięciu stronach sobowtórowości jest znacznie więcej) i zachęcam do lektury całej Trylogii nowojorskiej.

***

U wyjścia z dworca Stillman znowu postawił walizkę i przystanął. Quinn pozwolił sobie zerknąć w prawo, żeby rzucić okiem na resztę tłumu i upewnić się, czy kogoś nie przeoczył. To co się wtedy stało, wymyka się wszelkiemu rozumieniu. Tuż za Stillmanem, o parę centymetrów od jego prawego barku, w pole widzenia Quinna wtargnął drugi mężczyzna, który także przystanął, wyjął z kieszeni zapalniczkę i przytknął płomyk do papierosa. Mieli bliźniaczo podobne twarze (…) Drugi Stillman poruszał się, oddychał i mrugał niezależnie od pierwszego (…) On także miał niewielki bagaż – elegancką czarną walizkę, mniej więcej tej samej wielkości co walizka pierwszego Stillmana (…) Obaj Stillmanowie ruszyli z miejsca: pierwszy w prawo, drugi w lewo. Quinn gorzko pożałował, że nie jest amebą, nie może się rozdwoić i pobiec w obie strony naraz.

Szklane miasto [w:] Trylogia nowojorska, przeł M. Kłobukowski, wydawnictwo Noir Sur Blanc, Warszawa 2001, s. 56.

***

Blue dochodzi czasem do wniosku, że według najprostszej logiki Black nie może być jednym człowiekiem, lecz kilkoma. Dwóch, trzech, czterech sobowtórów gra jego rolę na użytek Blue, każdy odsiaduje swoje, a potem wraca w domowe pielesze.

Każdy jeden człowiek ma gdzieś na świcie sobowtóra. Niby dlaczego moim nie miałby być nieboszczyk.

Duchy [w:] Trylogia nowojorska, przeł M. Kłobukowski, wydawnictwo Noir Sur Blanc, Warszawa 2001, s. 154, 155.

***

Treść noweli wyleciała mi z pamięci; wiem już tylko, że była nieprawdopodobnie zagmatwana, a o finale przesądziło coś równie prostego, jak zamienienie tożsamości dwóch par bliźniaków.

Jesteś ojcem mojego wnuka, zdajesz sobie sprawę? Mężem mojej synowej (…) Wiesz, nawet jesteś do niego podobny. Zawsze byłeś podobny. Wyglądaliście jak bracia, prawie jak bliźniacy. Pamiętam, że kiedy byliście mali, z daleka czasem was myliłam. Nie umiałam nawet poznać, który jest mój.

Zamknięty pokój [w:] Trylogia nowojorska, przeł M. Kłobukowski, wydawnictwo Noir Sur Blanc, Warszawa 2001, s. 190, 232.

56ba7f48b2505

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s